Nasza Wspólnota nr 115 Październik 2007

CIEBIE BOGA WYSŁAWIAMY - polska poezja religijna

Polska kultura i tradycja od tysiąca lat związana jest z religią i Kościołem, co uwidacznia się w wielu zabytkach i dziełach artystycznych, w tym utworach poetyckich. Najpiękniejsze wiersze stały się cząstką, nie tylko tożsamości narodowej, ale naszej osobistej wyobraźni i uczuć. Warto więc poznać, choć w ogólnych zarysach, genezę i strukturę tych "ikon" polskiej poezji religijnej.


(10)

Wiara i historia w twórczości Krzysztofa Kamila Baczyńskiego

Krzysztof Kamil Baczyński należał do pierwszego pokolenia urodzonego w ojczyźnie wolnej i niepodległej, które zostało nazwane "pokoleniem Kolumbów", gdyż tak jak Kolumb odkrył Nowy Świat - Amerykę, to ludzie tej generacji, wchodząc w dorosłe życie "odkryli" okrutną rzeczywistość wojny i okupacji. Biografia poety jest charakterystycznym i tragicznym przykładem losów najlepszego pokolenia w historii Polski. W Gimnazjum im. Stefana Batorego Krzysztof Baczyński zdał maturę w 1939 roku i uwolniony od jarzma obowiązków uczniowskich, wyjechał wraz z kilkoma kolegami na wakacje. Wiadomo, że Baczyński szykował się na studia w warszawskiej ASP, miał także szansę na studia we Francji. Szczęśliwą młodość przerwały dwa tragiczne dla poety wydarzenia: 27 lipca 1939 roku zmarł ojciec, a niedługo później wybuchła II wojna światowa. Matka załamała się zupełnie. Młody poeta, jeszcze przed paroma tygodniami otaczany w domu pieczołowitą troską, musiał się z dnia na dzień stać dorosły. Teraz zmieniły się role: to on opiekował się matką, czuwał nad nią, pocieszał, a także musiał myśleć o stronie materialnej dalszego życia. Matka była "najważniejszą kobietą w jego życiu", aż do momentu, gdy w wieku lat niespełna dwudziestu jeden poznał Barbarę Drapczyńską, koleżankę z tajnej polonistyki, dziewczynę, której poświęcił wiele pięknych wierszy. Pobrali się pół roku później. W czasie wojny poeta studiował na tajnym Uniwersytecie Warszawskim, a także publikował w konspiracyjnych wydawnictwach. Baczyński był w czasie wojny absolwentem Szkoły Podchorążych Rezerwy "Agricoli", uczestnikiem kilku przeciwniemieckich akcji sabotażowych, m.in. głośnej akcji "T.U.", mającej na celu wysadzenie pociągu niemieckiego na trasie Tłuszcz - Urle, która została przeprowadzona 27 kwietnia 1944 r. Wiadomo również, że rwał się do czynnego udziału w akcjach zbrojnych przeciw okupantowi i że nie chciano go do nich dopuszczać w obawie o jego życie - życie poety, nie żołnierza, ale to nie uchroniło młodego twórcę. Krzysztof Kamil Baczyński poległ w czwartym dniu powstania warszawskiego, zginął od kuli niemieckiego snajpera, a jego żona Barbara zmarła od ran pod koniec powstania, nie wiedząc o śmierci męża. Do roku 1947 poezja Baczyńskiego znana była tylko z przekazów maszynowych lub z rzadkich przedruków w czasopismach, wiersze jego ukazały się w tym roku w pierwszym oficjalnym - po kilku tomikach konspiracyjnych - wydaniu książkowym pt. "Śpiew z pożogi". Ostatni znany wiersz nosi datę 13 lipca 1944. Pisze tam o kimś, kto "pochylony nad śmiercią zaciska palce na broni". Poeta jakby przeczuwając najgorsze - cień śmierci kładzie się na całą jego twórczość! - śpieszył się z pisaniem. Cała jego poezja dorosłego okresu wydaje się być tak boleśnie aktualna i ponadczasowa zarazem. Zapewne dlatego, że patrzył dalej - poza wojnę, w czas, kiedy się ta makabra skończy; był - jak to ujął Kazimierz Wyka - "po stronie nadziei". Niestety, ta nadzieja miała krótki żywot - "wyzwoliciele" ze Wschodu niebawem ją zdeptali, a nawet, co zakrawa na absurd i groteskę (choć nie w czasach stalinizmu) po nieżyjącego Baczyńskiego przyszło UB!
W tym strasznym czasie tylko wiara pozwalała zachować nadzieję na odzyskanie wolności i niepodległości; dlatego też poeta zwraca się z błaganiem do Matki Boskiej, odwołując się nieprzypadkowo do najstarszej modlitwy i "pieśni narodowej Polaków", czyli do średniowiecznej "Bogurodzicy". To ze słowami tej pieśni polscy rycerze pod Grunwaldem odnieśli wspaniałe zwycięstwo, a kilkaset lat później tylko Opatrzność i wstawiennictwo Maryi pozwala wierzyć, że ojczyzna nie zginie i przetrwa naród, "Któraś wiodła jak bór pomruków ducha ziemi tej skutego w zbroi szereg, prowadź nocne drogi jego wnuków, byśmy milcząc umieli umierać." Walka zbrojna jest konieczna i nieodzowna, bo wróg jest potężny i przynosi śmierć, cierpienie i zło, ale niewystarczająca, gdyż na przemoc i okrucieństwo nie można odpowiadać tym samym. Prawdziwym zwycięzcą zostanie ten, kto potrafi użyć najpotężniejszej "broni" - miłości. Baczyński wie, że Matka Boska potrafi obdarzyć człowieka darem miłowania nawet wrogów, bo w ten sposób zło zostanie pokonane, a walczący zachowają godność i człowieczeństwo, "Która jesteś jak nad czarnym lasem blask - pogody słonecznej kościół, nagnij pochmurną broń naszą, gdy zaczniemy walczyć miłością." Słowa poety są stwierdzeniem pozornie oczywistego dla każdego chrześcijanina, ale niezwykle trudnego do zrealizowania i często zapominanego faktu, że tylko "wiara, nadzieja i miłość" są tymi cnotami, które powinny kierować życiem ludzi i społeczeństw. Tego samego przecież nauczał przecież Jan Paweł II, głosząc, że należy "zło dobrem zwyciężać",



Modlitwa do Bogarodzicy
Któraś wiodła jak bór pomruków
ducha ziemi tej skutego w zbroi szereg,
prowadź nocne drogi jego wnuków,
byśmy milcząc umieli umierać.
Któraś była muzyki deszczem,
a przejrzysta jak świt i płomień,
daj nam usta jak obłoki niebieskie,
które czyste - pod toczącym się gromem.
Która ziemi się uczyłaś przy Bogu,
w której ziemia jak niebo się stała,
daj nam z ognia twego pas i ostrogi,
ale włóż je na człowiecze ciała.
Któraś serce jak morze rozdarła
w synu ziemi i synu nieba,
o, naucz matki nasze,
jak cierpieć trzeba.
Która jesteś jak nad czarnym lasem
blask - pogody słonecznej kościół,
nagnij pochmurną broń naszą,
gdy zaczniemy walczyć miłością.

Można powiedzieć, że rodzajem dopełnienia "Modlitwy do Bogarodzicy" jest wiersz "Do Matki Boskiej", w którym twórca zwraca się do Najświętszej Marii Panny o pomoc i orędownictwo w nieszczęściach, jakie dotykają ludzi, bo przecież również Ona doświadczyła niewyobrażalnego cierpienia. Jej matczyne spojrzenie pozwoli ukoić ból i przetrwać najgorszy czas oraz uwierzyć w lepszy i piękniejszy świat, "Mario przeczysta, oto są dłonie wyschłe jak ruczaj, z których by takie ogrody, zielone wybuchy drzew, z których by domy jasności, A teraz oczy, nauczaj, jak w baldachimy przestrzeni trwogę zamienić i gniew". Poeta pragnie zachować w swym sercu obraz Matki Boskiej, "Oto już wszystko, jak wióry wyschłe mam usta, nimi, o cicha, ciebie jak wizerunek wycisnąć w twardych dniach." Wierzy, że Jej wstawiennictwo jest największym darem, jakie może otrzymać i nie ma innej drogi do prawdziwego szczęścia.

Do Matki Boskiej
Mario, obłoków ciszo,
Ciężko nam Boga dźwigać,
jeszcze ciężej odrosły świat,
nieba wysokie ciężej; nieba nad nami wiszą
jak przykazania ciemny kwiat,
Mario, tak bardzo boli, powiedzmy, słowem prostym,
oto wszystko, całą maluczkość serc:
tu oto świty skazańców, tu oto dzieci, co rosły,
tu oto, Mario milcząca nawet przed Bogiem śmierć.
Żeby się jeszcze unieść: o, natchnie ciepła muzyka,
ale już ziemia za ciężka, to dusze martwe jak ołów,
ciała i groby - za ciężkie - stężałe bryły mozołu,
dym, płomień nad nami wykwita.
Cierpienie to kula, koło,
rzeźbi, lecz toczy się dokąd?
Mario przeczysta, oto są dłonie wyschłe jak ruczaj,
z których by takie ogrody, zielone wybuchy drzew,
z których by domy jasności, A teraz oczy, nauczaj,
jak w baldachimy przestrzeni trwogę zamienić i gniew.
Oto maluczkość nasza, śpiewaj, święta, nie ustań -
czym wyższa topola śpiewu, tym bliżej dosięgnąć z dna.
Kończę. Oto już wszystko, jak wióry wyschłe mam usta,
nimi, o cicha, ciebie jak wizerunek wycisnąć w twardych dniach.

Krzysztof Kamil Baczyński - "żołnierz, poeta, czasu kurz" - znalazł w "czasach pogardy", jakim był okres II wojny światowej, jedyny sposób na okrucieństwo - bezgraniczne zaufanie Matce Boskiej i wiara, że "pocieszycielka strapionych" potrafi otoczyć macierzyńską opieką Polskę i Polaków.

Kazimierz Szajna